Wielkanoc to czas stołów. Dużych, małych, rodzinnych, czasem trochę chaotycznych. Z talerzami, których zawsze jest za dużo, z jajkami dzielonymi na pół, z rozmowami, które przeciągają się do późnego popołudnia.
Ale jest też inny świat świąt. Świat ludzi, którzy w Wielką Niedzielę siedzą sami w czterech ścianach. Czasem są to osoby starsze. Czasem chorzy. Czasem ktoś, kto po prostu nie ma już do kogo zadzwonić.
Dlatego jako Fundacja „Ostatnia Warta” robimy coś bardzo prostego. Organizujemy wielkanocne śniadanie dla naszych podopiecznych i wolontariuszy. Bez wielkich dekoracji, bez oficjalnych przemówień. Po prostu wspólny stół.
Problem w tym, że nasza siedziba nie jest duża. Dlatego gdy przychodzi więcej osób, robimy coś, co w pierwszej chwili brzmi jak żart. Zdejmujemy drzwi z zawiasów. Kładziemy je na kozłach, przykrywamy białym obrusem i nagle pojawia się wielki stół. Przy takim stole zawsze znajdzie się jeszcze jedno miejsce.
W tym roku wydarzyło się jednak coś, co zostanie z nami na długo.
Jedna z naszych wolontariuszek odwiedza starszą panią, która od dłuższego czasu ma ogromne problemy z poruszaniem się. Mieszka sama. Jej jedyną bliską osobą jest siostra, która niedawno trafiła do szpitala po poważnej operacji. Na święta prawdopodobnie nie wróci do domu.
Starsza pani ma dobrą opiekę medyczną. Pielęgniarki i lekarze naprawdę robią wszystko, co mogą. Odwiedza ją też ksiądz. To ważne i potrzebne. Ale w wielkanocny poranek każdy z tych ludzi będzie już w swoim domu. Przy własnym stole.
Podczas jednej z wizyt padło pytanie, które zatrzymało rozmowę na dłuższą chwilę.
– A wy… co robicie w święta?
Wolontariuszka opowiedziała o naszym śniadaniu. O wspólnym stole. O drzwiach zamienionych w blat. I wtedy w głowie pojawiła się najprostsza myśl na świecie:
„Zabierzemy panią z nami”.
Tylko że czasem między dobrym sercem a rzeczywistością stoi bardzo przyziemna przeszkoda. Transport. Starsza pani nie może samodzielnie wsiąść do samochodu. Potrzebny jest specjalistyczny transport medyczny albo auto z windą dla wózka.
A my jesteśmy młodą fundacją. Na co dzień korzystamy z małego, prywatnego, trzydrzwiowego samochodu. Sprawdza się przy wielu rzeczach, ale nie w takich sytuacjach. Nie potrafiliśmy powiedzieć: „zabierzemy panią”.
Ale mogliśmy powiedzieć coś innego. Jeśli ktoś nie może przyjechać do naszego stołu, to my przyniesiemy kawałek świąt do niego. I tak właśnie zrobimy.
Bo „Ostatnia Warta” to nie tylko czuwanie przy ludziach u kresu życia. To także pilnowanie jednej bardzo prostej rzeczy: żeby nikt nie musiał przeżywać świąt w samotności.
Każda taka historia przypomina nam jednak o jednym marzeniu. Samochodzie z windą. Nie dla wygody. Nie dla prestiżu. Po to, żeby następnym razem, gdy ktoś zapyta: „A wy… co robicie w święta?”, można było odpowiedzieć bez wahania:
– Proszę się przygotować. Jedziemy razem. Miejsce przy naszym stole już czeka.
Jeśli chcesz pomóc nam sprawić, żeby takich pustych świąt było mniej, możesz wesprzeć działania Fundacji „Ostatnia Warta”. Twoje wsparcie pomaga nam docierać do osób, które często nie mają już nikogo obok siebie. Każda darowizna to kolejny talerz przy stole, kolejna rozmowa, kolejny człowiek, który tego dnia nie jest sam.
A może kiedyś także samochód z windą, dzięki któremu będziemy mogli po prostu powiedzieć: „Proszę się nie martwić. Przyjedziemy po panią.”
(PS. Ze względu na ochronę prywatności imiona i niektóre szczegóły w historii zostały zmienione).